Wysłany: 2009-05-23, 00:13 John O'Callaghan - Never Fade Away - recenzja
Recenzja albumu John O’Callaghan – Never Fade Away
16 maja 2009 roku został oficjalnie ukazał się album Irlandzkiego producenta, czyli John’a O’Callaghana pod tytułem ”Never Fade Away”, a wydaniem albumu zajęła się holenderska agencja „ARMADA”, natomiast w Polsce wydanie albumu pozostawiono dla Sony Music. Nad nowym albumem John pracował ponad 2 lata . Na albumie przewarza głównie uplifting trance, ale pojawiają się także utwory chillout’owe, progressive i tech-trance. Głównym zaskoczeniem dla mnie jest bardzo imponująca lista innych doskonałych producentów, którzy współtworzyli kawałki to tego albumu z Johnem, a są to m.in. Giuseppe Ottaviani, Tom Colontonio czy chociażby Aly & Fila. Dla mnie osobiście album „Never Fade Away” jest jednym z tych albumów, na które czekałem najbardziej w tym roku i mam głęboką nadzieję, że się nie zawiodę na produkcji John’a.
Pierwszym kawałkiem na albumie jest singiel promujący cały album, czyli „Find Yourself”, który jak się później dowiedziałem ma trafić do polskich stacji radiowych .
Kawałek zaczyna się bardzo spokojnie jak na klimaty John’a do których zdążył nas już przyzwyczaić……. Całą melodię wzbogaca spokojna gitarka, która pojawia się w całym utworze, a największego uroku tej nutce dodaje tutaj wokal znakomitej Sary Howells, który jest dla mnie bardzo urzekający i zmysłowy, potrafiący przenieść człowieka w inny świat egzystencji ….. Momentami kawałek ten poprzez samą melodię przypomina mi nutkę „Find Without You” z albumu „Imagine” Armina van Buuren’a . Szczerze mówiąc spodziewałem się czegoś więcej po kawałku promującym album John’a, a tutaj na początek zafundował nam lekkie progresywne brzmienie, które o wiele lepiej brzmi w remiksie Cosmic Gate . Po tym spokojnym wprowadzeniu do albumu przeskakujemy do następnego utworu jakim jest singiel „Surreal”. Wokalu do tego kawałka użyczyła sama Jaren, znana m.in. z produkcji „Unforgivable” z płyty „Imagine” Armina, czy chociażby z „Man on the Run” produkcji Dash Berlin i jeszcze wielu, wielu innych….. Drugi utwór już jest troszeczkę żywszy od pierwszego, ale nadal John utrzymuje jak na razie dość spokojny klimat. Jak dla mnie jedynym plusem w tym kawałku są popisy wokalne Jaren, która na pewno zasługuje na duże brawa za tak piękne wykonanie wokalne tego utworu. Po przesłuchaniu pierwszych dwóch kawałków, zaczynałem nabierać trochę negatywnego odczucia w związku, z tym albumem, ponieważ nie spodziewałem się tak spokojnego klimatu na początku tej kompilacji, jednocześnie z wielką niecierpliwością oczekiwałem co John ma do zaoferowania w kolejnych kawałkach ….. Trzecim z kolei kawałkiem jest utwór „Take It All Away”, w którym to swojego głosu użyczyła Audrey Gallagher (tej pani raczej nie trzeba za bardzo przedstawiać). Już sam początek zapowiada znaczną poprawę dotychczasowego tempa, charakterystyczny, głęboki bassline Johna, przy którym od samego początku nogi podrywają się do tańca, jednym słowem nutka pełna energii i od 3:19min. nutka naprawdę rozkręca się powodując znaczne ożywienie dotychczasowego klimatu, dodając jeszcze także charakterystyczny dziecinny głos Audrey otrzymujemy pierwszy upliftingowy kawałek na tym albumie, który naprawdę całkiem nieźle brzmi …….I tak oto sekunda po sekundzie przechodzimy do kolejnego także upliftingowego kawałeczka, jakim jest „Liquid Fire”, tworzony wspólnie z Giuseppe Ottavianim. Od samego początku można rozpoznać charakterystyczny styl Giuseppe, żywy bit, łudząco podobny do utworu „No More Alone”. Od 2:22min rozpoczyna się bardzo ciekawy breakdown, z fajnie bujającym sampelkiem, który potrafi na pewno poderwać z krzesła. Jak na razie album zyskał u mnie na ocenie, zwłaszcza po dobrych upliftingowych kawałkach, ale zobaczymy jak będzie dalej…..Następnym w kolejce utworkiem jest „Out Of Nowhere”, kawałek nagrany wspólnie z wokalem Josie, znanej m.in. z produkcji Arnej’a „Strangers We've Become”. Natomiast co do samego kawałka miałem bardzo mieszane uczucia, otóż bardzo brakowało mi w nim tzw. „Power’a” , który znacznie ożywił by ten utwór, a tak to wyszedł taki trancowy średniak, jak dla mnie nutka zbyt melancholijna, przy której można bardziej usnąć. Natomiast co do samego wokalu to nie mam żadnych zastrzeżeń, ale szczerze powiedziawszy to nie przepadam za bardzo za wokalem Josie. Następnym utworem na trackliście był tytułowy kawałek, czyli „Never Fade Away”, i tutaj byłem bardzo zaskoczony, ponieważ nie spodziewałem się, że John postanowi stworzyć kawałek chillout’owy na swój album. Pomimo, że nie bardzo lubię klimaty chillout’owe, to ten utworek naprawdę potrafi bardzo przyjemnie pobujać, przy nim po prostu pozwoliłem aby mój umysł od,płynął całkowicie w inny świat, jeszcze występujący w tym kawałku piękny delikatny i subtelny głos Lo-Fi Sugar sprawił, że człowiek, może zapomnieć o codziennych problemach i przez te 5 min może pobujać w obłokach. Dodając jeszcze leciutki akcent brzmień fortepianowych, przez co ten kawałek z pewnością bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Następnym kawałkiem na albumie John’a był numer przygotowany we współpracy z amerykańskim producentem – Tom Colontonio, a utwór nosił nazwę „Through The Light”.
Przez pierwsze półtora minuty utwór kojarzył mi się bardziej z kontynuacją kawałka numer 6, czyli „Never Fade Away”, ale po tym czasie kawałek nabrał rozpędu i już w pierwszych uderzeniach basu można było rozpoznać twórczy dotyk Tom’a, zwłaszcza po charakterystycznym powtarzającym się sampelku, który przypominał mi po trosze kawałek Colontonio – „Headless Horseman”. Jedyne co mi się spodobało w tym kawałku to bardzo fajny i przyjemny dla ucha breakdown, który nadawał temu kawałkowi zapach zbliżającego się lata (jakoś tak mi się skojarzył hehehehhe ). Numer 8 na albumie John’a jest to kawałek Pt. „Broken”, przy którym pierwsze bity już mnie bardzo zaciekawiły, a zwłaszcza charakterystyczny bassline John’a, który zawsze potrafił mnie rozruszać na całego i tak jest przy tym kawałku. W 2:23min następuje piękny breakdown , w którym sama melodia potrafi człowieka rozruszać, ale to było tylko swoiste przygotowanie do konkretnego wejścia, które to nastąpiło po tym jakże pięknym i zmysłowym breakdown’ie. Utwór „Broken” na pewno zalicza się do najpiękniejszych utworów upliftingowych na tym albumie, ale jak dotychczas dla mnie jest on numerem jeden, ale zobaczymy co będzie dalej…..Następnym utworem jest „Every Lesson Learned”, w którym to John ponownie wykorzystał śliczny wokal Lo-Fi Sugar. Kawałek ten jest kolejnym przedstawicielem vocal trance na płycie John’a, których to tutaj jest chyba aż zanadto. Nutka ta oprócz ślicznego wokalu Lo-Fi Sugar, niczym szczególnym nie przykuła mojej uwagi, jak dla mnie po prostu jedna ze średniaków na tym albumie. Następny kawałek na albumie to „Don’t Look Back” i szczerze powiem, że od samego początku utwór ten naprawdę bardzo wciąga, ciekawy bassline, oraz jeszcze ten piękny motyw, który zaczyna się od 2:31 i ten anielski kobiecy głosik, sprawiają, że koło tej nutki nie da się przejść obojętnie. Sam utworek jest bardzo żywy, dynamiczny, więc jak dotąd najlepsza nutka dla mnie z całego albumu . No i w końcu dotarliśmy do numeru 11 na który na pewno czekałem z wielką niecierpliwością, czyli na utwór „Megalithic”, tworzony we współpracy ze znakomitym duetem pochodzącym z Egiptu, czyli Aly & Fila. Nutka nie mogła rozpocząć się inaczej jak tylko dynamicznym bitem, który potrafi pięknie człowiekiem pobujać. Przy pierwszym krótkim breakdownie, który nastąpił przy 2:03min słychać już pierwsze sampelki tworzone przez duet „tranowych faraonów”, później cała melodia wraca z powrotem do żywego basu i dopiero przy drugim breakdownie pojawia się fajny motyw w sam raz do pobujania i odpłynięcia w inne rejony świadomości….Dla mnie absolutny numer jeden z całego albumu John’a, czyli uplifting w pięknej postaci!!! Jako numer 12 na albumie została dołożona akustyczna wersja „Big Sky”, w podkładzie słychać tylko akcenty fortepianu. Natomiast jako Bonus Track John umieścił jeszcze trzynasty kawałek, a dokładnie jeszcze raz „Big Sky”, ale już w remiksie stworzonym pod jego drugim aliasem, jako Joint Operations Centre. Co do samego kawałka to jest on przedstawicielem dosyć mocnego tech-trancu, który na pewno nie każdemu się spodoba (mi osobiście remiks ten nie przypadł do gustu).
Podsumowując album John’a O’Callaghana jak dla mnie jest tutaj zbyt dużo kawałków z wokalami, a stanowczo za mało pięknych upliftingowych pereł, które John niejednokrotnie wypusczał, myślę, że album „Never Fade Away” jest jednak trochę gorszy od poprzedniego debiutanckiego albumu John’a „Something to Live For”, ale będzie na pewno jedną z najlepszych kompilacji wypuszczonych w 2009 roku. Na pewno płytę warto polecić wszystkim fanom muzyki trance jak i samego JOC!!!
P.S. Ta recenzja jest w 100% moja tak więc obiecuję, że nie będzie już więcej żadnych niedogodności w związku z tym
Pozdrawiam,
Maximus
_________________ "[...]robię muzykę po prostu żeby robić muzykę, a nie by wygrywać nagrody[...]" - Josh Wink.
a co do recenzji to spoko, podobnie jak w recenzji na GT ocena wypada ''sredni album'' troche Jonek klimat zmienil ale chyba mial ku temu powodu .. komercja
_________________ One World Under Trance Domination
Wiek: 22 Dołączył: 24 Sie 2008 Posty: 334 Pozytywów: Otrzymał/a: 30 Wystawił/a: 12 Skąd: Ruda Śląska
Status: Offline
Wizyt: 931 Łączny czas wizyt: Godzin: 120
Wysłany: 2009-05-23, 13:46
ArminOnly zgadzam sie z Twoja opinia ze album sredni,nie zrobil na mnie wrazenia a na dodatek niektore utwory sa po prostu nudne i bez wyrazu...szkoda.
Wiek: 27 Dołączył: 28 Maj 2009 Posty: 9 Skąd: Łódź
Status: Offline
Wizyt: 100 Łączny czas wizyt: Godzin: 2,4
Wysłany: 2009-06-03, 20:31
o przepraszam .... Take it all away podobny do starego Big Sky hehe ....
generalnie jak dla mnie ..... pierwszych 8 kawałków poza 3 to dno i kupa mułu ... natomiast 3 no dobra 4 ostatnie )) zdecydowanie i bezapelacyjnie ..... mają w sobie coś
_________________ My Tunes Of The:
2006 - O'Callaghan & Kearney - Exactly
2007 - DJ Shah feat. Adrina Thorpe - Who Will Find Me
2008 - Simon Patterson - Us
2009 - Nitrous Oxide - Aurora
2010 - in progress
Wiek: 18 Dołączył: 22 Sty 2009 Posty: 107 Pozytywów: Otrzymał/a: 1 Wystawił/a: 1 Skąd: After Ass
Status: Offline
Wizyt: 179 Łączny czas wizyt: Godzin: 21,8
Wysłany: 2009-07-06, 16:45
Płyta bardzo słaba. Ogólnie słabo wypada w porónaniu z innymi albumami z tego roku. Najbardziej nużące są te instrumentale - nudne sample, zerżnięte od Paul van Dyk'a. Bez emocji... Find Yourself fajne, taki poptrance w miłym wykonaniu. Surreal średnie, Jaren potrafi więcej a warstwa muzyczna to też nic specjalnego. Kolejny kawałek z Audrey fajny, ale tu też warstwa muzyczna niezbyt skomplikowana i za bardzo przypomina mi belgijski dance z którego już wyrosłem
No i jeszcze Every Lesson Learned. Dla sprostowania, wokalistka tego kawałka nazywa się Heather Pollock.
Nie będę się rozpisywał, poza wokalami (nie wszystkimi oczywiście), które i tak szybko się nudzą John nie pokazał niczego ciekawego moim zdaniem
Za całość mogę wystawić 5 punktów w 10 stopniowej skali... I nie rozumiem czemu Armin tak bardzo promuje tego DJ'a. Samo to, że oba jego kawałki otwierają ASOT 2009 zniechęciło mnie chwilowo do przesłuchania kompilacji. Ogólnie nie przepadam za tym DJ'em.
Takie moje zdanie
Płyta cienka.Połowa albumu to Joc i Pop.Brak jakiegokolwiek stylu,wstyd.Naszczęście jest album Dakoty i on jest w tym momencie najlepszym albumem w tym roku
Z tego co widze to od 2008 roku kazdy album robi sie popowy
Co do tego albumu to 6/10 więcej nie moge dać tylko 3 tracki mi sie spodobały reszta średnio-słaba
_________________ 1.Trance Arts - Twisted Tales
2.Jonas Stenberg – Trademark (Revision Mix)
3.W&W vs. Jonas Stenberg – Alligator F*ckhouse (Bjorn Akesson Remix)
4.Ummet Ozcan – Trinity
5.Sebastian Brandt - 450
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach